You are currently viewing Praca z widokami, czyli konserwacja kościoła na wysokości 65 metrów.

Praca z widokami, czyli konserwacja kościoła na wysokości 65 metrów.

rozmowa z kierownikiem do spraw konserwatorskich w związku z trwającymi pracami przy wieżach w Kościele Farnym Matki Bożej Pocieszenia w Żyrardowie.


Ula Jędrzejczyk –  Praca przy wieżach na tej wysokości robi spore wrażenie.

Jarek Kruk –  Oj robi. Przyzwyczajenie się do tej wysokości było wyzwaniem, ale wystarczyło kilka razy wejść i zejść po rusztowaniach, żeby się przyzwyczaić.

UJ: Ile metrów wysokości mają te wieże?

JK: Około 70 metrów. My pracujemy na wysokości między 60 a 65 metrów.

UJ: Wow! Robi wrażenie. Pewnie widoki też są ładne?

JK: Tak, przy dobrej pogodzie widać nawet Warszawę, oddaloną o jakieś 50 kilometrów od nas.

UJ: No dobrze, widoki widokami … Zacznijmy od początku, od samego dołu za nim jeszcze weszlismy na wieże. Jaki był główny cel pracy?

JK: Ogólnie to zrobić dobrą konserwację (śmiech). A tak na poważnie, to koniec końców wyszło nam tak, że mieliśmy dwa etapy pracy.
Pierwszy etap prac to tzw. część konstrukcyjna. Mieliśmy wzmocnić i odbudować połamane
pinakle na wieżach kościoła. Mówiąc ogólnie były one w nie najlepszym stanie. Na wieży północnej kościoła (patrząc od frontu budynku, to ta po lewej stronie) wszystkie wieżyczki jeszcze stały, zaś po południowej stronie dwóch pinakli już nie było.

UJ: Co znaczy, że “już nie było”?

JK: Przewróciły się i spadły z dachu. Oczywiście nic się nikomu na szczęście nie stało, ale był to już wyraźny znak, że należy działać.

UJ: Jak to możliwe, żeby ceglane wieże mogły spaść z dachu?

JK: Kościół ma już swoje lata i jak to z każdym takim czy innym budynkiem bywa, z czasem ulega degradacji. Tam na wysokości 70 metrów panują inne warunki pogodowe, niż tu na dole, jeśli tak to mogę ująć.
Wiatr, śnieg, deszcz, słońce, mróz, upał. To wszystko bardzo mocno oddziałuje na elementy na górze.
Generalnie praca na tych wysokościach wiąże się z dużym wyzwaniem dla Nas. Bacznie musimy obserwować pogodę i umieć się do niej dopasowywać.

UJ:  Dlaczego?

JK: Wiesz, bywało i tak, że tu na dole pod rusztowaniami mogłem chodzić w samym krótkim rękawku, słońce grzało i było mi w sam raz. Jednak po wejściu parędziesiąt metrów wyżej wiało tak, że bez kurtki kroku się nie dało zrobić, tak zimno było. Istotną kwestią jest też siła wiatru. To są jednak rusztowania na dużej wysokości. Czasem potrafiło, tak mocno wiać i bujać, że musieliśmy wstrzymywać prace. Nie wspominając już o deszczu czy śniegu, który też tutaj mieliśmy.

UJ: Nawet na śnieg jeszcze natrafiliście? Od kiedy w takim razie są prowadzone prace przy pinaklach?

JK: Od styczniu tego roku. 

UJ: Okej, omówiliśmy już warunki pogodowe oraz specyfikę pracy na wysokości niemal 70 metrów. Czy możesz powiedzieć  teraz jeszcze trochę o samym przebiegu prac. Jak to wyglądało z bliska?

JK: Ok. Opowiem trochę o konserwacji pinakli na wieży południowej, zważywszy na to, że jak wcześniej wspomniałem, to tam brakowało już ich dwóch. Jak dotarliśmy na górę i zrobiliśmy wizję lokalną okazało się, że popękane były też małe pinakle.

UJ: Małe pinakle?

JK: Tak. Wieże kościoła, jak można zobaczyć na zdjęciach, zdobią dookoła zarówno duże ceglane wieżyczki, jak i małe. Dwie duże spadły, małe były “tylko” popękane.

UJ: Dobrze, to tak w skrócie jakbyś mógł powiedzieć o przebiegu prac przy pierwszym etapie.


JK: Oj… w skrócie ciężko będzie (śmiech). Generalnie musieliśmy odbudować pinakle. Najpierw zabraliśmy się za ustabilizowanie podstaw wieżyczek. Ich punkt krytyczny znajduje się w miejscu gdzie “ wychodzą “ ponad dach. Zdemontowaliśmy wszystkie małe pinakle. W ich środku, jeśli tak mogę powiedzieć, są wstawione pręt, które wchodzą w podstawę kamienia dla stabilizacji wieżyczek. W trakcie pracy szybko się okazało, że te pręty również były skorodowane, w związku z tym trzeba było je oczyścić i zabezpieczyć antykorozyjnie.
Wracając do pinakli – rozebraliśmy je do podstawy, czyli do tego momentu gdzie styka się on ze ścianą. Następnie jeden z naszych pracowników miał zadanie wywiercić kilka dziur w podstawie, wkleić pręty które mają za zadanie ustabilizować konstrukcję, a następnie wymurować pinakle zgodnie z ich wcześniejszym wyglądem. Następnym etapem było zamocowanie drewnianej konstrukcji  hełmów, na której po niezbędnych naprawach znalazło się pokrycie z blachy miedzianej.

UJ: Co było na tym etapie największym wyzwaniem?

JK: Myślę, że ustabilizowanie pinakli u podstaw.  Musieliśmy przewiercić się wiertłami na 1, 8 metra w głąb ścian i zrobić otwory, które powinny mieć 14 mm. Jak się okazało zadanie to nie było wcale takie proste i nasi pracownicy sporo czasu poświęcili na to, aby znaleźć dobry sposób na przewiercenia niejednokrotnie mokrego podłoża.

UJ: I jaki to był sposób?

JK: Tego na razie nie mogę powiedzieć, bo to jeden z naszych patentów (śmiech).

UJ: Ok, rozumiem. W takim razie, może możesz powiedzieć jaki był cel wiercenia otworów?

JK: Tak. W te wywiercone otwory wsadzaliśmy potem gwintowane pręty ze stali nierdzewnej. Najpierw braliśmy kotwę chemiczną, a następnie wkładaliśmy pręt do środka. Tu dodatkowe wyzwanie jak wcisnąć kotwę chemiczną na 1,8 metra, ale poradziliśmy sobie. Wszystko po to, aby ustabilizować od wewnątrz wszystkie pinakle.


UJ: Wszystkie pinakle mają powwiercane pręty?

JK: Tak wszystkie. I to nie jest tylko jeden pręt na jedną pinakle.

UJ: A ile ich jest?

JK: Oj teraz to już nie pamiętam, ale wiem, że nasi pracownicy długo przy tym myśleli. To była trochę taka praca na zasadzie prób i błędów, gdzie musieliśmy wykonać sporo prób, żeby zsynchronizować wiercenie, napełnianie kotwą chemiczną i wklejenie prętów ze stali nierdzewnej. Na szczęście ten etap mamy już za sobą.

UJ: Ok, czyli rozumiem, że omówiliśmy etap pierwszy, którym było wzmocnienie i odbudowa pinakli. Na początku rozmowy wspomniałeś jednak, że prace były podzielone na kilka etapów.

JK: Tak. Po jakimś czasie, podczas systematycznej oceny postępu prac i dokładnej ocenie stanu zachowania  razem z Panem Pawłem (prezesem firmy), stwierdziliśmy, że bez sensu jest robić samo wzmacnianie konstrukcji pinakli, bez ich konserwacji. W związku z tym, napisaliśmy program prac konserwatorskich, bo pierwotnie w projekcie budowlano – konstrukcyjnym nie wiele o samej konserwacji było. Nasz program został zaakceptowany i tak oto dostaliśmy zgodę na przeprowadzenie pełnych prac konserwatorskich pinakli i przypór.
Na tym etapie naszym głównym zadaniem było wymienienie zdegradowanych cegieł, wymiana spoin, uzupełnianie cegieł oraz kitowanie.

UJ: Macie dalsze plany związane z tym Kościołem?

JK: Plany mamy, elewacja kościoła wymaga interwencji konserwatorów.Jest dużo ciekawej pracy, to na pewno. Co wyjdzie to zobaczymy! Ja mam nadzieję, że jak już zaczęliśmy tu pracę, to zostaniemy na dłużej.

UJ: W takim razie trzymam kciuki za dalsze prace i życzę powodzenia. Dzięki za rozmowę.

JK: Ja również dziękuję.


Jarek Kruk – kierownik projektu do spraw konserwatorskich w firmie.
Ula Jędrzejczyk – specjalistka od social mediów i dokumentacji zdjęciowej.