You are currently viewing Lwów. XVIII-wieczny Kościół podominikański na Starym Mieście

Lwów. XVIII-wieczny Kościół podominikański na Starym Mieście

Czterej święci odrestaurowani na dachu kościoła Dominikanów we Lwowie! 

  • Zastanawialiście się, jak kiedyś transportowano kilkusetkilogramowe rzeźby na 30 m wysokości elewacji? Pewnie przy pomocy bloczków i podestów pośrednich, ale czy wiecie, że aby ciężar był mniejszy rzeźby wydrążone były od tyłu (tam gdzie nie są widoczne)?
  • Może się z dołu wydawać, że święci są jak nowi, ale to nie prawda. Nie są jak nowi, bo nie o to chodzi w konserwacji, żeby obiekty były nowe. Takie były w końcu XVIII wieku, a teraz mają 200 lat. I trzeba to uszanować, zachować.

W grudniu 2020 r. zakończyliśmy restaurację grupy rzeźbiarskiej na zwieńczeniu fasady dawnego kościoła Dominikanów we Lwowie. Cztery figury świętych z cokołami (każda po 3,5 m wysokości), dwa klęczące aniołki, kamienny cokół pod kielich z monstrancją. Wszystkie te elementy wykute z wapienia. Do tego wspomniany miedziany i złocony kielich z monstrancją (4 m wysokości!!) plus metalowe i złocone atrybuty świętych. Całość zamontowana na 30 metrach wysokości, z fantastyczną panoramą na Lwów.

Święci

Rzeźby to dzieło lwowskich artystów z drugiej połowy XVIII wieku, prawdopodobnie Jana Obrockiego, ucznia Fesingera. Zdobią szczyt charakterystycznego kościoła zamkniętego kopułą z napisem „Soli Deo Honor et Gloria”.

I tak oto św. Dominik (założyciel zakonu), św. Tomasz z Akwinu, św. Jacek (pierwszy dominikanin z ziem polskich z XIII w.) oraz św. Wincenty (dominikanin z XV w z drugiego końca Europy, dzisiejszej Hiszpanii) odzyskali dawny jasny kremowy kolor skały wapiennej, z której zostali wykuci, odkryty spod warstw ciemnych, szkodliwych nawarstwień. Może się z dołu wydawać, że są jak nowi, ale to nie prawda. Nie są jak nowi, bo nie o to chodzi w konserwacji, żeby obiekty były nowe. Takie były w końcu XVIII wieku, a teraz mają 200 lat. I trzeba to uszanować, zachować. Z bliska widać, że powierzchnia kamienia jest porowata, szorstka, detal rzeźbiarski wypłukany, choć nadal wyrazisty. Cechy starości zachowujemy, bo świadczą o wielowiekowej historii obiektów. Jeśli coś się nie zachowało (np. odpadło), a mamy dokumentację pozwalającą na odtworzenie, to rekonstruujemy brakujące części (choć nie jest to reguła). W przypadku opisywanej grupy rzeźbiarskiej otworzyliśmy niezachowane miedziane i złocone atrybuty świętych: kielich u św. Tomasza, lilię u św. Dominika i krucyfiks u św. Wincentego. Pozłocona monstrancja i atrybuty znów lśnią jak przed wiekami – jak to sobie zaplanowali architekci. W słoneczny dzień blask monstrancji przykuwa spojrzenie niemal wszystkich przechodniów.

Jak pracowaliśmy

Wapienne rzeźby, po kilkuset latach ekspozycji na deszcz, śnieg, słońce i wiatr, potrzebowały głębokiej konserwacji kamienia, z którego zostały wykonane. Wapień to wdzięczny materiał do rzeźbienia (bo miękki jak na skałę), ale bardzo porowaty i nasiąkliwy. A woda opadowa (deszcz, śnieg) to największy wróg takiego kamienia: wnikając w jego strukturę powoduje zawilgocenie, ułatwia wzrost glonom i mikroorganizmom, inicjuje skomplikowane procesy chemiczne skutkujące osłabieniem i destrukcją kamienia, np. tworzeniem się powierzchniowych nawarstwień uszczelniających kamień. Odkryliśmy, że poprzedni konserwatorzy nie zdołali usunąć wszystkich warstw brudu – więc zamalowali je warstwą cementu. Z dołu wyglądało to dobrze, bo cement był jasny, ale pod spodem zostały te bardzo niebezpieczne dla rzeźby czarne, nieprzepuszczające wilgoci nawarstwienia. A kiedy wilgoć nie może odparować, kończy się to odpadnięciem całych warstw przypowierzchniowych – tu gdzie kumuluje się wilgoć. 

Kamienne figury oczyściliśmy i zabezpieczyliśmy tak, że nic się im już nie osypuje: nasączyliśmy kamień preparatem wzmacniającym, a na końcu pokryliśmy go bezbarwnym preparatem hydrofobowym, który będzie tu czymś na kształt „gore-tex’u” dla kamienia: nie będzie wpuszczał do środka wody, ale pozwoli na odparowywanie jej z głębi struktury. Starczy to pewnie na ok 10 lat, a potem znów przyjdą kolejni konserwatorzy…. 

Ciekawostki? 

Zastanawialiście się jak kiedyś transportowano kilkusetkilogramowe rzeźby na 30 m wysokości elewacji? Pewnie przy pomocy bloczków i podestów pośrednich, ale czy wiecie, że aby ciężar był mniejszy rzeźby wydrążone były od tyłu (tam gdzie nie są widoczne)? U Dominikanów wszystkie figury świętych na elewacji są wydrążone od strony pleców, ale przy jednej z nich (św. Jacek) rzeźbiarze przesadzili: wybrali za dużo kamienia! Fakt, że rzeźba była lżejsza do transportu na wysokość 10 piętra, ale okazało się, że w niektórych miejscach stała się prawie ażurowa, i zaistniało niebezpieczeństwo, że figura z czasem się złamie!!! Do takich wniosków doszliśmy wymieniając zniszczone zamurowanie wydrążenia pleców św. Jacka. To jedyna figura na elewacji Dominikanów, której wnękę po usunięciu kamienia zamurowano cegłami i wzmocniono specjalnymi metalowymi odciągami. Pozostałe rzeźby mają otwarte wnęki i stoją bezpiecznie do dziś.

Św. Tomasz dostał nową rękę do kielicha – wyrzeźbioną w kamieniu w miejsce poprzedniej betonowej protezy.

Konserwację i złocenie metalowych elementów wykonali dla nas lwowscy specjaliści – bracia Oleszczukowie z grupą ukraińskich współpracowników. Fachowcy pierwszej klasy!

Cały efekt naszych prac zobaczyliśmy dopiero po zdjęciu rusztowań, kiedy zza chmur wyszło słońce i zobaczyło monstrancję i kielich

Można sobie tylko wyobrazić, jakie wrażenie musiało to robić 200 lat temu, kiedy miasto nie znało światła elektrycznego.

Film o konserwacji (na kanale Chaplinski Vlog, po ukraińsku) 

PS. Dominikanie opuścili kościół po II wojnie, W 1972 r. powstało to Muzeum Religii i Ateizmu oraz magazyn cementu. Obecnie świątynia należy do ukraińskiej cerkwi greckokatolickiej.