Kamienna figura Chrystusa Frasobliwego, pochodząca sprzed 400 lat, wykonana z wapienia biogenicznego, zdobi na codzień kopułę kaplicy Boimów we Lwowie. Ostatnio ZKR zajmował się jej konserwacją. Figura trafiła do naszej pracowni w Ożarowie Mazowieckim, a potem na wystawę przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Właśnie wróciła do Lwowa.
W styczniu 2024 r. ma być pokazana mieszkańcom w muzeum Johanna Pinsla.
O pracach konserwatorskich opowiada prezes ZKR Paweł Jędrzejczyk.
Rzeźba Chrystusa Frasobliwego, ustawiona na szczycie kaplicy Boimów, jest niezwykle ważna dla społeczności lwowskiej, ale i wszystkich znawców i miłośników sztuki. Kaplica znajduje się w centrum lwowskiego starego miasta, obok katedry łacińskiej. Jest obiektem klasy zerowej. O najwyższej jakości artystycznej tak w zakresie architektury, jak i wystroju wnętrza czy detalu rzeźbiarskiego.
Dla ZKR ważne było też, że inicjatywa konserwacji samej rzeźby wypłynęła ze strony środowiska mieszkańców Lwowa. Widzieli, że rzeźba jest w bardzo złym stanie. Zorganizowali zbiórkę pieniędzy, a zebrana kwota wystarczyła na wykonanie istotnego zakresu prac.
Warto podkreślić, że rzeźba Frasobliwego od 1615 roku nie była demontowana, oszczędziły ją kataklizmy naturalne i wojny.
Ostatnie jednak udokumentowane prace konserwatorskie prowadzone były w 1927 r. Analiza dostępnych zdjęć z ostatnich 120 lat (od 1912 r.), a zwłaszcza ostatnich 20 lat, wskazywała na gwałtowne pogorszenie stanu obiektu – rzeźba po prostu zaczęła się rozsypywać.
Mieszkańcy od czasu do czasu znajdowali fragmenty rzeźby umieszczonej 30 metrów wyżej na chodniku. Zdjęcia dostępne w domenie publicznej dokumentują etapy degradacji w partii głowy Chrystusa. Ubytki kamienia obejmowały coraz większe obszary. Całkowitej destrukcji uległa korona cierniowa, wyrzeźbiona w tym samym bloku kamienia co cała rzeźba.
Lwów przed wojną: czy da się ratować rzeźbę nie zdejmując jej z kopuły?
Nie wiedzieliśmy, jaki dokładnie był stan zachowania rzeźby, bo nie prowadzono wcześniej badań i do rzeźby nie ma też prostego dostępu. Oczywiście, opierając się na naszym doświadczeniu, pewne kwestie mogliśmy oszacować. Sugestie ze strony specjalistów ukraińskich były takie, aby wykonać prace w jednym sezonie, raczej na miejscu.
Tylko że to było przed pełnoskalowym najazdem Rosji na Ukrainę
Widząc, jak duże jest zaangażowanie społeczne po stronie ukraińskiej w ratowanie rzeźby, ZKR podjął się w 2021 r. jej konserwacji. Równocześnie zasugerowaliśmy, aby prace prowadzić w naszej pracowni lwowskiej. To wiązało się z demontażem figury. Praca w pracowni umożliwia jednak realizację konserwacji w stabilnych warunkach.
Był wrzesień 2021 r., a więc ostatni moment na wykonywanie jakichkolwiek prac w sezonie. Ukraińscy specjaliści z rezerwą podchodzili do pomysłu demontażu figury. Obawiali się samej czynności zdejmowania tak wiekowej rzeźby.
Kiedy jednak ustawiliśmy rusztowania i zobaczyliśmy, jak bardzo zły jest stan rzeźby, a zwłaszcza jej podstawy, popękanej na przestrzał, na kilka elementów, wątpliwości dotyczące demontażu figury zostały rozwiane. To cud, że nie runęła jeszcze na bruk.
Rzeźbę trzeba było natychmiast zdejmować.
Jesień 2021: Frasobliwy po 400 latach schodzi na lwowską ulicę
Działaliśmy pod presją czasu, bo proces stawiania rusztowań, konsultacji i podejmowania decyzji zabrały sporo czasu. Był już listopad, nadchodziło załamanie pogody.
Demontowaliśmy ważącą 280 kg rzeźbę korzystając z rusztowania otwartego. Nie mogliśmy go zakotwiczyć, żeby nie niszczyć połaci dachowej kopuły kaplicy. Aby figurę bezpiecznie przenieść, musieliśmy ustawić dodatkową platformę boczną i zbudować na niej specjalną klatkę do transportu rzeźby.
Moment, kiedy ta klatka z rzeźbą przekraczała obrys rusztowań, podwieszona pod ramię trzydziestometrowego dźwigu, był dla nas pełen emocji. Wszystko jednak przebiegło bez najmniejszych zakłóceń i Chrystus zstąpił po 400 latach na lwowski bruk, budząc żywe zainteresowanie przechodniów.
Wiadomo, że ta sytuacja nieprędko się powtórzy. Kiedy rzeźba stała jeszcze na kopule, w porozumieniu ze stroną ukraińską podjęliśmy decyzję o wnikliwym przebadaniu figury. Pobrane we Lwowie próbki analizowało laboratorium w Warszawie. Z dawnych przekazów wynikało, że rzeźba była kiedyś kilkakrotnie malowana. Chcieliśmy to potwierdzić za pomocą badań, bo rzeczywiście gołym okiem można było dostrzec łuski farby w różnych miejscach. Mimo starań nie znaleźliśmy jednak niczego, co by potwierdzało hipotezę dotyczącą oryginalnego sposobu malowania figury.
24 lutego 2022. Wojna
W końcu 2021 r. nikt nie planował transportu rzeźby do Polski. Wszystkie prace miały być wykonane we Lwowie. Tyle, że przyszedł 24 lutego 2022 r. i wszystkie plany legły w gruzach. Pamiętam, jak 23 lutego w trakcie wideokonferencji z konserwatorami lwowskimi prezentowaliśmy wyniki badań i przedstawiliśmy kolejne sugestie prac przy figurze. Napięcie wywołane zagrożeniem wojną było wtedy ogromne, choć przecież nie wiedzieliśmy, że następnego dnia wybuchnie pełnoskalowa wojna.
Zaprzestaliśmy wszelkich prac konserwatorskich we Lwowie, a skoncentrowaliśmy się na pomocy humanitarnej na rzecz Ukrainy. Na wiele miesięcy projekt został zawieszony. Dopiero w drugiej połowie roku 2022 rozpoczęliśmy rozmowy z konserwatorami lwowskimi i z Lwowską Narodową Galerią Sztuki, która jest właścicielem rzeźby, na temat dalszych prac i możliwości ich kontynuowania.
Wtedy, we wrześniu 2022 r. nikt nie był w stanie zagwarantować, że rzeźba będzie bezpieczna we Lwowie. Wywóz jej do Polski miał ją więc także uchronić przed zniszczeniami wojennymi.
Instytut Polonika podjął się koordynacji transportu i formalnie opieką Chrystusa Frasobliwego w Polsce.
Jesień 2022. Jak dowieźć bezpiecznie Frasobliwego do Ożarowa
Kiedy strona ukraińska zaakceptowała taki pomysł na ratowanie rzeźby, zaczęliśmy analizować, jak ją bezpiecznie przetransportować.
- 400-letnia rzeźba, w złym stanie technicznym, z uszkodzoną podstawą.
- Do przejechania mieliśmy blisko 450 km, w tym po Lwowie, z jego brukowanymi, nierównymi nawierzchniami.
Dużo czasu zajęło nam w ZKR wymyślenie sposobu na transport. Wystarczyłaby przecież jedna dziura w jezdni. Nawet przy wolnej jeździe rzeźba mogłaby ulec destrukcji. Uznaliśmy, że optymalnym rozwiązaniem byłoby podwieszenie rzeźby na czas transportu. Ale jak?
Wymyśliliśmy skrzynię w skrzyni.
W pierwszej umieściliśmy zablokowaną na sztywno rzeźbę i tak obudowaną włożyliśmy do drugiej, większej skrzyni. Pomiędzy ściany skrzyń, we wszystkich płaszczyznach wmontowaliśmy kilkadziesiąt sprężyn, które wprowadzały skrzynię z rzeźbą w stan sprężystej lewitacji. Sprężyny tłumiły drgania i nie dopuszczały do twardego kontaktu pomiędzy skrzyniami. Proste w przygotowaniu rozwiązanie okazało się niebywale skuteczne.
Pierwsza próba podjęta w grudniu 2022 r. okazała się nieudana. Dokumenty z Kijowa nie dotarły na czas, więc znów czekaliśmy z transportem. Było nerwowo, bo akurat trafiliśmy na bombardowanie Lwowa i kilka godzin spędziliśmy w schronie. Wróciliśmy do kraju bez rzeźby. Dopiero w drugiej połowie stycznia 2023 r., z plikiem dokumentów udało się przywieźć figurę do Polski.
Jechaliśmy kilkanaście godzin, z różną prędkością – od 10 do 80 km/h, przez cały czas obserwując rzeźbę w tylnej szybie samochodu. Szczęśliwie, bez problemu dotarliśmy do naszej pracowni.
Rok 2023. Ratowanie Frasobliwego w ZKR
To, że rzeźba przyjechała do nas, otworzyło nowe możliwości badawcze. O ile we Lwowie pobieraliśmy próbki, to tutaj mogliśmy badać całą rzeźbę. Przetransportowaliśmy ją do laboratorium Międzyuczelnianego Instytutu Konserwacji przy Wydziale Konserwacji Dzieł Sztuki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Figurę poddaliśmy różnym badaniom. Mieliśmy do dyspozycji m.in. kamerę hiperspektralną, aparat do prześwietlania z wykorzystaniem promieniowania rentgenowskiego czy obserwację i fotografię w świetle UV.
Nadal jednak nie udało nam się potwierdzić w sposób pewny i niebudzący wątpliwości istnienia najwcześniejszych polichromii. Zachowały się po prostu tylko śladowe ilości. Trudno na ich podstawie tworzyć hipotezy na temat pierwotnego sposobu malowania figury. Być może da się to ustalić w przyszłości, przy użyciu bardziej zaawansowanych narzędzi.
Badania potwierdziły natomiast to, że rzeźba była potem kilkakrotnie malowana — jednobarwną farbą (białą, a później szarą). Mógł być to sposób na odświeżanie rzeźby, na powierzchni której osadzały się ciemne nawarstwienia. Zachowaliśmy te wtórne polichromie. Być może naprowadzą one przyszłe pokolenia na jakiś trop.
Rzeźbę jednak oczyściliśmy — z użyciem lasera. To pozwala precyzyjnie usuwać kolejne warstwy zanieczyszczeń i jednocześnie kontrolować stan powierzchni bezpośrednio pod powierzchnią nawarstwienia.
Lasery już od dłuższego czasu są stosowane w konserwacji z dużym powodzeniem, choć nie są to urządzenia do wszystkiego. Potrafią też robić niemiłe niespodzianki. Nasz laser w przeddzień rozpoczęcia prac przy czyszczeniu figury Chrystusa Frasobliwego zepsuł się i musieliśmy go wysłać do serwisu do Stanów Zjednoczonych. Na szczęście z pomocą przyszła nam zaprzyjaźniona firma dysponująca znakomitym urządzeniem laserowym. I nie opóźniliśmy prac.
Nowa korona cierniowa
Dzięki Marcie Kruczyńskiej, koordynatorce prac z Instytutu Polonika, trafiliśmy na zdjęcia rzeźby z 1912 r. autorstwa Józefa Kościeszka. Zostało odnalezione w 2019 r. podczas kwerend archiwalnych do kaplicy Boimów, zleconych przez Instytut. Szklany negatyw znajduje się w zbiorach Instytutu Historii Sztuki Polskiej Akademii Nauk, a jest własnościową Fototeki Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego). Marta Kuczyńska zamówiła negatyw w dużej rozdzielczości, co znacznie ułatwiło nam rozpoznanie badanego tematu korony cierniowej.
Prace konserwatorskie często opierają się na analizie materiałów archiwalnych, analizie rycin, zdjęć, zapisów kronikarskich czy inwentaryzacyjnych. Tych akurat w tym przypadku nie było za wiele, więc każdy kolejny trop jest ważny.
Zdjęcie to widziałem we wcześniejszej kwerendzie, jednak wydawało mi się ono jedynie ilustracją ogólnego stanu zachowania latarni kopuły kaplicy w 1912 r. Tymczasem na fotografii, zwłaszcza po powiększeniu, dostrzec można na głowie Chrystusa zarys formy elementu korony cierniowej, o którego kształcie i formie wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Wiedzieliśmy tylko, że była, bo z samej korony zachowały się cztery metalowe kolce. Sama kamienna forma korony uległa całkowitej destrukcji.
To wpłynęło na postępowania konserwatorskie. Początkowo miała to być konserwacja zachowawcza. Takie założenie przyjęliśmy na etapie budowania programu konserwatorskiego. W dużym skrócie oznacza to: nic nie rekonstruujemy, zostawiamy formę tak, jak ona przetrwała do dziś.
Jedyny problem, jaki wynikał z tej koncepcji konserwacji, to sposób zamontowania czterech oryginalnych kolców korony cierniowej. Ich montaż wymuszał bowiem wybudowanie przynajmniej uproszczonej formy ubytku czoła głowy Chrystusa. Tymczasem zdjęcie z 1912 r. pozwalało na odbudowanie całej brakującej korony cierniowej. Na fotografii widać też, że kolców w koronie cierniowej było bardzo dużo. Analiza stanu zachowania głowy figury w pracowni pozwoliła określić ich liczbę: 26. Przetrwały bowiem okrągłe miejsca nawierceń do osadzania kolców. Były długie i nadawały głowie Chrystusa nieznanej dotąd ekspresji!
Po tych ustaleniach, w porozumieniu z ukraińską stroną, podjęliśmy próbę odtworzenia brakującej korony cierniowej.
Kaplica Boimów — historia niezwykła
W działaniach konserwatora dzieł sztuki na satysfakcjonujący efekt końcowy prac składa się nie tylko praca manualna przy samym obiekcie, ale też proces odnajdywania odpowiedzi na różne pytania. W tym odkrywania tajemnic danego obiektu związanych z jego pochodzeniem czy oryginalną formą.
Akurat w przypadku kaplicy Boimów zagadek jest mnóstwo. Jej historia jest niezwykła.
Kaplica powstała w 1615 r. na terenie ówczesnego cmentarza zlokalizowanego – zgodnie z dawnym obyczajem – tuż przy kościele. Ufundował ją Węgier, kupiec sukienny Jerzy Boim. Przez wiele lat była kaplicą rodzinną, potem przeszła w ręce kapituły katedralnej. Z uwagi na swoją wyjątkową formę artystyczną jako jedyna przetrwała likwidację cmentarza w drugiej połowie XVIII w. i została włączona w tkankę rozrastającego się miasta, tuż obok katedry łacińskiej.
Z przekazów i zachowanych szczątkowych śladów wiadomo, że nie tylko kamienna figura Chrystusa była wcześniej malowana, ale też fantastycznie rzeźbiarsko zdobiona elewacja główna samej kaplicy. W 1932 r. Kaplica Boimów została uznana za zabytek, potem w latach powojennych była zamknięta, pełniła funkcję magazynu. A od 1967 r. r stała się oddziałem Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki.
Kaplica pw. Świętej Trójcy i Męki Pańskiej, zwana też Ogrójcową, była i jest przedmiotem zainteresowania badaczy historii sztuki. Do tej pory nie udało się ustalić, kto jest autorem kamiennej dekoracji fasady czy samej figury. Mamy nadzieję, że nasze prace pozwolą zabezpieczyć tę wyjątkową rzeźbę na kolejne długie lata, choć walka ze skutkami upływu czasu jest nierówna i niestety raczej skazana na porażkę. Czas w sposób nieubłagany odciska swoje piętno na każdej materii. Widzimy to wyraźnie na powierzchni rzeźby Chrystusa Frasobliwego.
Do 25 listopada 2023 r. rzeźbę po konserwacji można było oglądać w galerii przy Krakowskim Przedmieściu, naprzeciwko Pałacu Prezydenckiego, na wystawie “To, czego nie widać”.
29 listopada 2023 r. wróciła do Lwowa.
Wystawiana będzie na bliźniaczej wystawie. By mieszkańcy Lwowa mogli zobaczyć, że uratowali swoją rzeźbę. Potem powróci na szczyt kaplicy Boimów. Kiedy to będzie – nie wiadomo. Musi się skończyć wojna.
Relacja Pawła Jędrzejczyka ukazała się też w “Renowacjach i Zabytkach” 27 października 2023 r.